Teksty o adoracji

KILKA SŁÓW O ADORACJI NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

Bóg powiedział o sobie do Mojżesza: „JESTEM, KTÓRY JESTEM”. Te słowa Boga możemy odnieść do Eucharystii. Mamy tutaj do czynienia z językiem miłości: JESTEM to znaczy jestem obecny, jestem z tobą, jestem dla ciebie, jestem Bogiem twoim, Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba, Bogiem Piotra, Andrzeja i Jana, Bogiem Marii Magdaleny, każdego człowieka, każdy może wstawić tutaj swoje imię, każdy bowiem jest ogarnięty tajemnicą Odkupienia. Bóg jest najpierw Bogiem każdej pojedynczej osoby, dopiero potem całego ludu. Jestem Tym, kto cię stworzył, znam cię od łona twej matki, znam twoją tajemnicę, twoje imię, jestem stróżem tajemnicy twojej osoby, znam ciebie głębiej, niż ty jesteś zdolny poznać siebie.

Adoracja to modlitwa serca. Najgłębsza wartość osoby ludzkiej nie pochodzi najpierw z jej rozumu czy woli, a nawet umysłu czy jej zdolności artystycznych, ale z jej serca. Adoracja nie jest postawą rozumową, lecz darem Bożym, prawdziwą łaską, która wprowadza nas w osobowy kontakt z Bogiem.

Głównym problemem na początku modlitwy w ciszy jest to co dzieje się w naszej głowie, a nie ma w swej treści nic wspólnego z modlitwą. Zauważamy, że nasze myśli odbiegają daleko od modlitwy. Co wtedy robić? Wytrwać. Nie przejmować się myślami. Modlić się dalej.  Decydująca w tym okresie jest wiara. Jeżeli uwierzymy, że wtedy, gdy Bóg nie daje nam odczuwać swej obecności jest jeszcze  bliżej niż wtedy gdy ją czujemy, możemy z tą wiarą robić cuda.

W adoracji stajemy wobec JESTEM, Boga który nas stworzył i w każdej chwili stwarza, gdyż dla Niego nie ma  przedtem i potem. Uznajemy, że od Niego wyszliśmy i do Niego idziemy, że On jest naszym początkiem i kresem. Składamy swoje istnienie w Jego ręce, powracamy do źródła, z którego się wywodzimy i wówczas odkrywamy, że Bóg stwarza nas teraz, że ten mityczny pierwszy dzień jest dzisiaj: Bóg dziś stwarza naszą duszę, dziś pozwalamy Mu ją odnawiać, ożywiać, poszerzać, obdarzać nową wrażliwością i siła odczuwania

Eucharystia  jest sama w sobie Obecnością, a adoracja jedyną w swoim rodzaju modlitwą obecności. W adoracji zwracamy się poza siebie – adorujemy Hostię. Stajemy wobec żywej i prawdziwej obecności Pana Jezusa. I właśnie dlatego, że Jego rzeczywista obecność jest dla nas nie do pojęcia, adoracja bardzo szybko zmusza nas do aktu wiary. Bez wiary nie sposób wytrzymać na adoracji, nawet dziesięciu minut. Adorując otrzymuje się wiarę, adoracja tworzy przestrzeń wiary, pogłębia ją w nas.

Podczas  modlitwy  adoracyjnej można w głębi swojej duszy powtarzać słowo: „JEZUS”.

Modlitwy, również modlitwy adoracyjnej uczymy się przez całe życie.

 

Papież Jan Paweł II przekonuje nas: „Kościół i świat bardzo potrzebują kultu eucharystycznego. Jezus czeka na nas w tym sakramencie miłości. Nie odmawiajmy Mu naszego czasu, aby pójść spotkać Go w adoracji, w kontemplacji pełnej wiary, otwartej na wynagrodzenie za ciężkie winy i występki świata. Niech nigdy nie ustanie nasza adoracja”. Zwróćmy najpierw uwagę na te okazje, które pojawiają się jakby „niezaplanowane”. Często są zaledwie chwilą, którą możemy jednak wypełnić adorowaniem Sakramentu Miłości. Jakie są to okazje? Gdy przejeżdżamy tramwajem czy autobusem obok kościoła: możemy wtedy ze czcią przeżegnać się, zdjąć czapkę i zmówić w sercu  kilka słów modlitwy np. werset z dowolnej  pieśni eucharystycznej. Przechodząc obok kościoła możemy wejść na chwilę adoracji. Wystarczy być i milczeć, wystarczy kilka aktów strzelistych oddania, wdzięczności i pamięci. Gdy  idziemy w niedzielę na Mszę św.: starać się przyjść parę minut wcześniej i w chwili ciszy porozmawiać z Jezusem w Sakramencie Ołtarza. Podobnie po Mszy św., nie wychodzić od razu, lecz pozostać małą chwilę i ofiarować ją Jezusowi w cichej adoracji.

Najpiękniejszą zaś postawą adoracji jest przyjmowanie Jezusa w Komunii św. Przez nią, stajemy się „żywą monstrancją Boga”. Pozostając w skupieniu po przyjęciu Komunii św., zwłaszcza, gdy jeszcze trwa „komunikowanie”, dobrze jest adorować Jezusa w sercu. I wreszcie osobiste zaplanowanie sobie czasu na adorację eucharystyczną w kościele czy kaplicy, gdy np. duszpasterz zaprasza na „godzinę świętą”, albo na inne czuwanie eucharystyczne. Każdy z tych momentów, choćby krótki, może stać się gestem miłości, adoracją milczącej obecności Boga. Dzieje się wtedy coś bardzo ważnego: Ilekroć adorujemy Boga w „sakramencie miłosierdzia” tylekroć przypominamy sobie i światu, że On JEST, że chce wypełniać swoją obecnością każdy brak miłości, chce być obecny w każdej „tkance” świata, zdrowej i chorej. Przyzywajmy Go modlitwą jak bł. s. Faustyna: „Hostio żywa, Siło jedyna moja, Zdroju miłości i miłosierdzia ogarnij świat cały.”

 

  1. Krzysztof Wons SDS, Milcząca obecność Boga

Pewnego wieczoru zapukałem do klasztornych drzwi Małych Sióstr Jezusa. „Przyszliśmy poadorować Pana Jezusa” – „Proszę wejść” – odpowiedziała życzliwie  Nowicjuszka. Weszliśmy do kaplicy. Była pusta. Urzekała ciszą i prostotą. W kącie kaplicy, na macie, klęczała Siostra z Pismem Świętym na kolanach. Otwarte tabernakulum, wewnątrz skromna monstrancja w kształcie kielicha a w niej biała Hostia.

W wigilię swego nawrócenia Charles de Foucauld modlił się przed tabernakulum: „Mój Boże, jeśli istniejesz, daj mi się poznać”.  Po czasie napisał w swoim dzienniku: „Poprzez obecność naszego Pana w świętej Hostii, ludzie którzy nas otaczają zostają w sposób cudowny uświęceni”… W kilka dni po jego śmierci w Algierii, w tym samym miejscu gdzie znaleziono jego ciało, znaleziono także naczyńko z Hostią – Ciałem Boga. Nosił je zawieszone na swojej piersi.

Każde tabernakulum, każda Hostia na ołtarzu, każde wystawienie Najświętszego Sakramentu jest wystarczającym świadectwem, że umiłował nas „aż do końca” (J 13, 1). Świat, od dnia Wielkiego Czwartku, stał się „monstrancją” Boga ukrytego w białym Chlebie. Z pewnością kiedyś w wieczności dowiemy się ile dla naszych rodzin znaczyły wieczne adoracje w klauzurowych klasztorach, w naszych parafialnych kościołach, ile wreszcie znaczą dla świata i dla nas samych nasze osobiste adoracje.

Karl Rahner SJ, znany współczesny teolog, zauważa: „Jeśli bez uprzedzeń obserwujemy dzisiejsze życie Kościoła w naszych krajach, nie możemy zaprzeczyć, że pobożność eucharystyczna przeżywa wśród wiernych pewien  zanik. Czy adoracja w ciszy przed tabernakulum z wieczną lampką jest jeszcze tak samo praktykowana jak kiedyś?”  Wydaje się, że zanikająca praktyka adoracji jest znakiem zanikającej wiary. Tak jakby w człowieku słabły oczy wiary i już nie potrafił dostrzec rzeczywistej obecności Boga w białej Hostii.